Czy przykład Słowacji czegoś nauczy nad Wisłą?
Od początku 2026 roku w mediach tradycyjnych i cyfrowych coraz częściej pojawia się postulat wprowadzenia w Polsce tzw. emerytur stażowych. Parafrazując cytat z jednego z polskich filmów z początku XXI wieku: „to wygląda na jakąś zorganizowaną akcję”. Zresztą niektórzy czołowi działacze związkowi otwarcie wskazują, że wprowadzenie tego rozwiązania w naszym kraju było jedną z obietnic wyborczych aktualnie rządzącej koalicji.
Co więcej, ponieważ do terminowych wyborów parlamentarnych w Polsce pozostało nieco ponad 1,5 roku, lada moment rozpocznie się pierwsza faza kampanii wyborczej. Temat emerytur stażowych może stać się jednym z jej przewodnich motywów – nawet jeśli w kilku poprzednich kampaniach, w tym prezydenckich, kandydaci ochoczo deklarowali wsparcie w tym zakresie, a nawet je podpisywali. Czy tym razem będzie inaczej? Zobaczymy.
Zgodnie z koncepcją emerytur stażowych świadczenie nie byłoby uzależnione od osiągnięcia określonego wieku emerytalnego (przy spełnieniu innych przesłanek, np. odpowiedniej wysokości zgromadzonego kapitału), lecz od wypracowanego stażu pracy – przykładowo 40 lat, bez względu na wiek emeryta.
Potencjalne skutki gospodarcze i finansowe
Wprowadzenie w Polsce postulowanych coraz głośniej emerytur stażowych jako realizacji obietnicy wyborczej, a przede wszystkim jako wyrazu sprawiedliwości dziejowej i godnego potraktowania osób pracujących przez kilkadziesiąt lat, mogłoby mieć dalekosiężne skutki gospodarcze. Praktycznie z dnia na dzień nawet setki tysięcy osób – mimo braku osiągnięcia odpowiedniego powszechnego wieku emerytalnego – mogłyby stać się emerytami. Aktualnie powszechny wiek emerytalny w Polsce wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, co i tak jest jednym z najniższych w Europie, wliczając kraje za naszą wschodnią granicą. Czy naprawdę stać nas na setki tysięcy nowych emerytów? Czy chcemy powtórzyć lata 2016/2017, kiedy nieodpowiedzialne obniżenie wieku emerytalnego spowodowało zniknięcie kilkuset tysięcy osób z rynku pracy, by stały się one pensjonariuszami ZUS-u często narzekającymi na niskie świadczenia?
Ewentualne wprowadzenie emerytur stażowych z parametrem 40 lat pracy jako przesłanki – bez względu na wiek emeryta – oznaczałoby w praktyce, że z rynku pracy zaczną znikać 58-latkowie, zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Tacy emeryci przestaną płacić składki, a zaczną pobierać świadczenia, co znacząco pogorszyłoby bilans Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Oczywiście ktoś powie, że na tym polega solidarność pokoleń. Problem w tym, że fundusz już dziś jest trwale na minusie – wypłata przyznanych świadczeń wymaga dopłat z budżetu państwa (z podatków) rzędu grubych miliardów złotych. Wprowadzenie emerytur stażowych tylko pogorszyłoby tę sytuację i zmusiło rządzących do podnoszenia podatków, by dotrzymać nieodpowiedzialnych obietnic wyborczych.
Słowacki eksperyment i jego lekcje
Eksperyment z emeryturami stażowymi przeprowadzono niedawno na Słowacji. Choć jest to kraj kilkakrotnie mniejszy od Polski, negatywne skutki tej decyzji z 2023 roku Słowacja odczuwa do dziś. W 2023 roku pozwolono tam długoletnim pracownikom odejść wcześniej na korzystnych warunkach, co nie tylko obciążyło finanse publiczne, ale także pozbawiło kluczowe sektory doświadczonego personelu. Słowacja umożliwiła każdemu z 40-letnim stażem przejście na emeryturę w dowolnym wieku, z redukcją świadczenia zaledwie o 0,3% miesięcznie względem emerytury w wieku powszechnym (62 lata). Jednocześnie pierwsza waloryzacja automatycznie podniosła nowe emerytury zgodnie z inflacją, a wysoka inflacja sprawiła, że emeryci stażowi szybko zaczęli otrzymywać świadczenia wyższe niż przy przejściu na emeryturę w wieku ustawowym.
Powyższe populistyczne działania przyniosły dramatyczne efekty. W latach 2023–2024 na emerytury odeszło ponad dwa i pół raza więcej Słowaków niż zwykle, a wielu z nich uzyskało wyższe świadczenia niż gdyby poczekało do wieku ustawowego. Dla państwa oznaczało to podwójny ciężar: więcej emerytów do utrzymania i mniej pracowników płacących składki. Konsekwencje finansowe – liczone w miliardach euro – pogłębiają deficyt budżetowy i systemu emerytalnego Słowacji. Podobnie niekorzystnie wpłynęło to na rynek pracy: pracodawcy mieli problemy z zastąpieniem etatów zwolnionych przez emerytów stażowych, co wymusiło ściąganie pracowników z zagranicy i przełożyło się na niższy PKB.
Miejmy nadzieję, że polscy politycy odrobią słowacką lekcję emerytalną i nie popełnią tych samych błędów.


