Kończąca się prezydentura Andrzeja Dudy „nie jest czasem chwały dla polskiego systemu emerytalnego” – dr Marcin Wojewódka dla PulsHR.pl

Prezydentura Andrzeja Dudy dobiega końca 6 sierpnia 2025 roku. Przez dekadę w Pałacu Prezydenckim składał obietnice zarówno pracownikom, jak i pracodawcom – dziś bilans jego rządów budzi skrajne emocje. Jedni mówią o realnym wsparciu i lojalności wobec związków zawodowych, inni zarzucają mu bierność, selektywny dialog i polityczne faworyzowanie Solidarności kosztem reszty środowiska pracy.

 

  • Rzeczniczka NSZZ „Solidarność” Barbara Michałowska oceniła prezydenturę Andrzeja Dudy bardzo pozytywnie, podkreślając jego lojalność wobec zobowiązań programowych i wsparcie dla postulatów związku. Nawet brak realizacji emerytur stażowych nie wzbudził w niej większych pretensji – winą obarczyła parlament.
  • Dr Marcin Wojewódka z Instytutu Emerytalnego skrytykował kadencję Dudy, wskazując na pogorszenie sytuacji emerytalnej – zwłaszcza kobiet. Jego zdaniem pozorne sukcesy, jak 13. i 14. emerytura, nie zrekompensowały strukturalnych błędów i braku uczciwej informacji publicznej.
  • Łukasz Bernatowicz z BCC i prof. Jan Klimek ze Związku Rzemiosła Polskiego dostrzegli dobre intencje i okazjonalne konsultacje z prezydentem, ale zarzucili mu brak konsekwencji i bierność wobec szkodliwych reform, jak Polski Ład.

Przed obiema kadencjami Andrzej Duda podpisał z „Solidarnością” umowy programowe, które miały definiować jego działania w ciągu kolejnych pięciu lat. Ustępujący prezydent nie wprowadził – zgodnie z obietnicą – emerytur stażowych. Jednak związek nie ma mu tego za złe. Pracodawcy z kolei wskazują na brak inicjatywy ustawodawczej i mają żal za niezawetowanie ustawy wprowadzającej tzw. Polski Ład.

 

Koniec prezydencji Andrzeja Dudy. Co z realizacją umów programowych?

W 2020 roku Andrzej Duda podpisał z Solidarnością drugą umowę programową, w której zadeklarował między innymi:

  • utrzymanie wsparcia dla rodzin, w tym programy społeczne, jak 500+ i 13 emerytura,
  • ochronę miejsc pracy,
  • wprowadzenie Dodatku Solidarnościowego dla tych, którzy utracili pracę w czasach epidemii,
  • wsparcie ochrony zdrowia w ramach systemu publicznej służby zdrowia, w tym przez wprowadzenie Funduszu Medycznego, z dodatkowymi środkami na leczenie onkologiczne oraz leczenie chorób rzadkich,
  • wzmocnienie dialogu społecznego jako istotnego elementu ustroju gospodarczego państwa opartego na fundamencie społecznej gospodarki rynkowej,
  • kontynuację reformy systemu emerytalnego, z uwzględnieniem interesu pracowników o najdłuższym stażu pracy oraz przy zachowaniu prawa do emerytury w ustawowo określonym wieku, nie później niż 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.

– Realizację obu umów programowych oceniamy bardzo pozytywnie. Przez 10 lat Solidarność miała swojego przyjaciela w Pałacu Prezydenckim. Przyjaciela, który wykazywał duże wsparcie dla naszych postulatów, zarówno tych, które znalazły się w umowach programowych, jak i tych, które rodziły się w czasie trwania prezydentury Andrzeja Dudy. Postulaty te były przez niego wspierane, a on podpisując stosowne ustawy, wprowadzał je w życie – komentuje dla PulsHR.pl Barbara Michałowska, rzeczniczka prasowa „Solidarności”.

Przez lata postulowane przez wszystkie związki zawodowe emerytury stażowe nie zostały jednak wprowadzone. Czy „Solidarność” jest więc zawiedziona?

–  Teraz to zadanie dla parlamentarzystów. Andrzej Duda zrobił wszystko, co w jego mocy. Przypomnijmy, że prezydent przedłożył projekt ustawy w tej sprawie, a Solidarność od lat walczy o wdrożenie swojego projektu obywatelskiego. Fakt, emerytury stażowe nie zostały jeszcze wprowadzone. Natomiast w żadnej sferze nie zawiódł nas tu pan prezydent. Tu pretensje za opieszałość należy kierować raczej do parlamentarzystów – uważa Michałowska.

Kończąca się prezydentura Andrzeja Dudy „nie jest czasem chwały dla polskiego systemu emerytalnego”

Prezydent miał również stać na straży ogółem systemu emerytalnego – przez utrzymanie programów wsparcia dla seniorów czy niepodnoszenie wieku emerytalnego.

Poprosiliśmy o komentarz w sprawie dr Marcina Wojewódkę z Instytutu Emerytalnego i Forum Ekspertów Ad Rem.

– Niestety, trzeba jednoznacznie stwierdzić, że okres kończącej się prezydentury nie jest czasem chwały dla polskiego systemu emerytalnego. Duża część Polaków nie tylko narzeka dzisiaj na wysokie składki płacone do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, ale także ma pełną i to bardzo smutną świadomość, że ich świadczenia emerytalne są lub będą bardzo niskie. Ostatnia dekada przyczyniła się właśnie do takiego stanu rzeczy, a dużą część odpowiedzialności za to ponosi ustępująca głowa państwa – przyznaje w rozmowie z PulsHR.pl. […]

Czytaj dalej […]